Wybierz region

Wybierz miasto

    Chłop potęgą jest i basta!

    Autor: .

    2003-03-25, Aktualizacja: 2004-12-17 23:33 źródło: Dziennik Zachodni

    "Gdy se kompniem pół siwuchy i z gospody wyjdziem w gali, no to nie ma tu dziewuchy, której byźwa nie szczypali" Fajrant jest najlepszy, bo daje kopa już po pierwszym sztachu.

    "Gdy se kompniem pół siwuchy i z gospody wyjdziem w gali, no to nie ma tu dziewuchy, której byźwa nie szczypali"

    Fajrant jest najlepszy, bo daje kopa już po pierwszym sztachu. Co prawda zjada się przy okazji trochę tytoniu, ale nie ma to znaczenia, kiedy pod ręką ma się "Czerwoną kartkę". Ta wódka wypala gardło tak szybko, że drobnego paprocha z papierosa nawet się nie czuje. Każdy ma za pazuchą plastikowy kubek, bo przecież picie z gwinta jest wyjątkowo nieeleganckie.

    - O, do połowy lejemy i już. Jak jest trochę bąbli z pianką to dobrze - mówi Jan Walek, polewając koledze.
    Ten przechyla szybko, jakby mierzył się z marną pięćdziesiątką. Bo trzeba pić szybko. Janek z żelazną logiką tłumaczy, że picie na powietrzu musi odbywać się szybko, bo nie ma żadnego powodu, żeby pić wolno.

    - No bo po co wolno? Co to, w jakimś najtklubie jestem, czy co? - pyta Janek sam siebie. - Nie stoimy tu dla przyjemności ze stania, tylko żeby się napić.

      

    Picie na powietrzu i picie w barze to dwie różne sprawy. Pić na powietrzu po prostu wolno. Jak twierdzi Janek, baby utyskują, ale raczej tylko dlatego, że chłopy pieniądze marnują. Bo nie mogą mieć pretensji, że chłop się zatacza, że śmierdzi jak cap, że pewnie klepał po tyłku barmankę. Picie na powietrzu nie służy zaprawieniu się na amen. Chodzi o rozgrzanie się, chodzi o odwagę przy dyskusjach z kompanami, o poczucie siły.

    "Powiadają w okolicy, mocne chłopy, to nie słabe, taki to bez rękawicy lewą ręką zgniecie żabę"

    Silny chłop, jak walnie konia, to go przepchnie dwa metry. Silny chłop załadowany wóz potrafi sam pociągnąć kilka metrów. Siłę pokazuje też, gdy prowadzi swojego wałacha. Idzie całą drogą i nie patrzy kogo tam koń nadepnie. A potem biegnie, żeby pokazać jak kasztan tańczy. I rozkrzyczany tłum na ulicy ucieka w popłochu pod wozy i traktory. Zawsze pierwszeństwo ma koń. Koń, prowadzony przez dumnego właściciela.

    - Ale naprawdę to trzeba się natrudzić, żeby wepchnąć kobyłę do przyczepy. Panie, ile to razy pokopała! - mówi Krzysztof, przedstawiciel młodej generacji mazowieckich chłopów ("skóra" zamiast waciaka, dżinsy zamiast płóciennych spodni).

    Jazda traktorem to też pokaz siły. Kręcą tymi pordzewiałymi kierownicami, a kółka ledwo skręcają. Krzysztofowi żyły na czole wychodzą, ale w końcu wyprowadza swojego starego zetora z parkingu. No i jedzie dumny do domu. Nie przepuści na ulicy innych aut, nie zjedzie na pobocze. To też pokaz siły. Chłop jest u siebie, to może jechać jak chce.

    "Wczoraj w klubie źwa wytłukli, szwagier szybę, ja zaś wazon. Szwagra nerwi, jo nie lubię, że tak muchy po nich łążą"

    No tak, czasem nerwy puszczą. Kiedyś siedzieli w gminnym barze i tam nerwy puszczały, ale teraz w kieleckich wsiach nawet bary pozamykali.

    - Zamknęli, bo nikt tam nie przychodził. Jak ktoś musiał się napić, to w domu przed telewizorem siedział i butelkę otwierał - mówi Krzysztof z Motkowic spod Jędrzejowa.
    Zostały stare peerelowskie restauracje przy głównych trasach tranzytowych. Wielkie kompleksy, kiedyś pełne kierowców starów i liazów, pędzących z węglem w Polskę, teraz odwiedzane są tylko przez upadłych chłopów. No i czasem pójdzie jakaś szyba.

    - Hi, hi - śmieje się młoda barmanka, na którą lubieżnie naciera prezes GS-u, prowadzący ten interes.
    A im głośniej się śmieje, tym bardziej chłopów to wkurza. Młoda ze starym prezesem? A czemu nie z nimi? Jurne chłopaki, chętnie by się zabawiły, energię mają, bo wokół domu niewiele jest do roboty. No i jak się tak wnerwią, to szyby lecą. Albo kufle. Może dobrze zresztą - im skuteczniej wytłuką serwisy, tym szybciej restauracja padnie. I odejdą w niepamięć oberwane firanki, plastikowe obrusy, koślawe krzesła i barmanka w nylonowym fartuchu w grochy. No i te awantury po pijaku odejdą w niepamięć.

    "Chłop potęgą jest i basta, ten jak huknie czy zagwizda, to od czasów króla Piasta drży ze strachu każda glizda"

    Mają fantazję, oj mają. Tańczą sobie przed sceną, nie bacząc na kpiny sąsiadów. Skoro dziś jest wiejska zabawa na powietrzu, to trzeba tańczyć. Wódeczka uderza w skronie, więc tańczy się szeroko, co chwila zawadzając o gapiów.

    - Kameruj mnie, kameruj - woła Piotr (Piter dla kolegów) do fotoreportera "DZ".

    - To aparat, nie kamera - tłumaczy łagodnie nasz człowiek.

    - Kameruj, w telewizorze chce być! - nalega Piter.

    Ale i gest mają. Poproszą do tańca młode dziewczęta! A Basia ucieka, bo nie chce tańczyć z pijanym. Przyjechała na jarmark z Radomia, bo jest dziennikarką gazety szkolnej i chce zebrać dobry materiał. A tu tańczyć musi! Chłop nie ścierpi odmowy. Za to jak jest w dobrym humorze, to może polać "Czerwonej kartki". Basia za nic tego nie wypije, więc inne chłopy szybko korzystają z darmowej napitki.




    Polską wieś w rejonie Strzelina (b. wałbrzyskie), Skaryszewa (b. radomskie) i Jędrzejowa (b. kieleckie) zwiedzali i prezentują:

    tekst: MAREK TWARÓG

    zdjęcia: ARKADIUSZ GOLA


    Wykorzystaliśmy piosenkę Kazimierza Grześkowiaka
    zatytułowaną "Chłop żywemu nie przepuści").

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)