W tym roku już ponad tysiąc osób zwróciło się do wojewody śląskiego o potwierdzenie obywatelstwa polskiego. Weszło już w życie zalecenie wicepremiera Grzegorza Schetyny, by w trybie pilnym rozpatrywać wnioski ...

W tym roku już ponad tysiąc osób zwróciło się do wojewody śląskiego o potwierdzenie obywatelstwa polskiego.

Weszło już w życie zalecenie wicepremiera Grzegorza Schetyny, by w trybie pilnym rozpatrywać wnioski dotyczące obywateli polskich żydowskiego pochodzenia, którzy zostali w 1968 roku zmuszeni do wyjazdu z kraju i zrzeczenia się obywatelstwa. Potwierdzenie otwiera drogę do żądania zwrotu pozostawionego majątku. Powiernictwo Polskie, organizacja wspierająca obywateli RP zagrożonych roszczeniami ze strony niemieckich wysiedleńców twierdzi, że podobnego uprzywilejowania będą domagać się emigranci do Niemiec.

- Nie chodzi nam o straszenie, ale o zabezpieczenie interesów polskich obywateli - mówi senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk, szefowa Stowarzyszenia. - Rząd polski musi być niezwykle czujny.
∨ Czytaj dalej

Sprawy potwierdzenia obywatelstwa zawsze powinny być rozpatrywane indywidualnie, a nie systemowo.

Poseł Ryszard Galla z Opolszczyzny, reprezentujący w Sejmie Mniejszość Niemiecką, uważa, że władze polskie powinny bardziej elastycznie patrzeć także na tych emigrantów, którzy wyjeżdżali z Polski do Niemiec w ramach łączenia rodzin od lat 60. do 80. ubiegłego wieku. W skali kraju chodzi o kilkaset tysięcy osób. Jak twierdzi historyk prof. Zygmunt Woźniczka z samego Górnego Śląska mogło wyjechać nawet 100 tysięcy.

- Nie przewiduję, by wnioski o potwierdzenie obywatelstwa przybrały charakter masowy. Powinniśmy jednak na te osoby patrzeć przychylniej choćby z ekonomicznego punktu widzenia. To zwykle obywatele dobrze sytuowani, którzy nie muszą żyć na niczyim garnuszku - ocenia Galla.

Twierdzi też, że nie ma powodów do obaw związanych z roszczeniami majątkowymi. - Skończmy z tym polowaniem na czarownice. To wywoływanie upiorów przeszłości w chwili, gdy jesteśmy w Unii Europejskiej %07- mówi.

- Warto pamiętać, że obywatele Polski wyjeżdżali z biletem w jedną stronę do Niemiec na mocy uchwały Rady Państwa bardzo podobnej do tej, która dotyczyła emigrantów marcowych - wyjaśnia Andrzej Gabrych dyrektor wydziału spraw obywatelskich ŚUW. - Rocznie wpływa do urzędu co najmniej kilkadziesiąt wniosków od dawnych obywateli polskich pochodzenia żydowskiego z różnych okresów emigracji, ale ich sprawy są analizowane w zwykłym trybie. Podobnie jak od osób, które wyjechały do Niemiec w ramach łączenia rodzin. Tych jest każdego roku po kilkaset.

Warto pamiętać, że obywatele Izraela wraz z polskim obywatelstwem otrzymują niezwykle dla nich atrakcyjną możliwość poruszania się po Unii z naszym paszportem. Z drugiej strony nie można porównać ich problemów i intencji z emigrantami do Niemiec, którzy z reguły wyjeżdżali dobrowolnie z powodów ekonomicznych.













Wystarczy mieć owczarka niemieckiego, żeby starać się o niemieckie obywatelstwo - te słowa często można było usłyszeć na Górnym Śląsku w okresie wyjazdów do Niemiec obywateli polskich w ramach łączenia rodzin. Byli to Niemcy, Ślązacy i Polacy, którym wyjazd otwierał bramy do dobrobytu.

- Bardzo często na siłę udowadniano niemieckie korzenie. Wyjazdy miały przede wszystkim charakter ekonomiczny. Takie osoby nazywano volkswagendeutsche - wyjaśnia prof. Zygmunt Woźniczka, historyk z Uniwersytetu Śląskiego.

Szacuje, że tylko z Górnego Śląska mogło wyjechać sto tysięcy osób.

Polska zezwoliła na wyjazdy na mocy umowy z Niemcami w 1975 r. dotyczącej pożyczki dewizowej. Wtedy na tysiące marek przeliczano wartość jednej osoby, która wyemigrowała z Polski.

- To był handel żywym towarem - twierdzi Jerzy Gorzelik, przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska.

Jak mówi Woźniczka wielu z emigrantów musiało sprzedać swoje mieszkania, często poniżej ich wartości. - Wielu było szantażowanych, zaś zgodę na wyjazd uzależniano od podjęcia współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa - wyjaśnia historyk.

Od końca lat 50-tych do 1984 roku obowiązywały przepisy na mocy których z kraju wyjeżdżali zarówno "polscy Niemcy" jak i obywatele narodowości żydowskiej. Opuszczali Polskę z biletem w jedną stronę i zrzekali się obywatelstwa, o co musieli wnioskować w piśmie do Rady Państwa.

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Grzegorz Schetyna właśnie zlecił wojewodom, by marcowi emigranci otrzymywali potwierdzenie obywatelstwa tzw. szybszą ścieżką.

Tymczasem przedstawiciele Powiernictwa Polskiego, organizacji, która powstała w odpowiedzi na Powiernictwo Pruskie Eriki Steinbach, obawiają się, że podobnych przywilejów zaczną się domagać emigranci niemieccy.

- Może to skutkować w sprawach związanych z roszczeniami majątkowymi - ocenia senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk, szefowa Powiernictwa Polskiego i namawia polski rząd do ochrony interesów polskich obywateli.

- By potwierdzić obywatelstwo Niemcy muszą udowodnić, że zrzekli się go pod przymusem - dodaje Stanisław Piec z Powiernictwa Polskiego. - Podstawą jeśli chodzi o roszczenia jest jak najszybsze uporządkowanie przez polskich właścicieli nieruchomości ksiąg wieczystych.

- Dziś Niemców do Polski gna w pierwszej kolejności sentyment - twierdzi poseł mniejszości niemieckiej Ryszard Galla. - Nie można wykluczyć jakiś pojedynczych przypadków związanych ze sprawami majątkowymi. Jednak podnoszenie dziś tej sprawy to wyciąganie upiorów przeszłości. W końcu wszyscy jesteśmy obywatelami Unii Europejskiej.

- Państwo polskie powinno prowadzić jedną politykę wobec wszystkich emigrantów. Ukłon w stronę marcowej emigracji jest gestem politycznym, dziejową sprawiedliwością. Nie można jednak doprowadzić do sytuacji, w której jakaś grupa będzie się czuła dyskryminowana, a inna uprzywilejowana. Stąd potrzeba niezwykle precyzyjnych zapisów prawnych. Należy tak znowelizować ustawę o obywatelstwie polskim, by nie mogło dojść do nadużyć - mówi eurodeputowana Genowefa Grabowska. Jak twierdzi Grabowska obywatele Izraela wraz z polskim obywatelstwem otrzymują niezwykle dla nich atrakcyjną możliwość swobodnego poruszania się po Unii z polskim dowodem, co teraz jest niemożliwe.

- Polsko-śląsko-niemiecka historia nie jest jednak tak prosta. Z pewnością dobrowolnie nie wyjeżdżali Ślązacy tuż po wojnie - twierdzi Jerzy Gorzelik z Ruchu Autonomii Śląska. - O dobrowolności nie można też mówić przy łączeniu rodzin. To nie był wybór jaki można postawić przed wolnym człowiekiem.

Sonda

Jaki jest największy grzech PKP?

Zobacz koniecznie

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij