Wybierz region

Wybierz miasto

    O tym, jak się z Niemcami w Brzezinach żyło

    Autor: Katarzyna Wolnik

    2004-09-17, Aktualizacja: 2004-12-18 12:40 źródło: Dziennik Zachodni

    Wędrówka szlakiem przedwojennych, piekarskich przejść granicznych nie była łatwym zadaniem. - Trudna sprawa... Jedno przejście było w Brzozowicach. To był most na Kunie, był też most na Józefce, ale w którym dokładnie ...

    Wędrówka szlakiem przedwojennych, piekarskich przejść granicznych nie była łatwym zadaniem. - Trudna sprawa... Jedno przejście było w Brzozowicach. To był most na Kunie, był też most na Józefce, ale w którym dokładnie miejscu.... - zastanawia się Andrzej Kołodziejczyk z Izby Regionalnej w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Piekarach Śląskich.
    Kto może wiedzieć? Droga prowadzi do Władysława Kotuchy, człowieka już niemalże legendy, który o Piekarach wie wszystko.


    Jak górnicy dogadać się (nie) umieli
    - Tam, gdzie jest ten wiadukt kolei piaskowej, jak do Bytomia się jedzie, na Harcerskiej, prawie dokładnie tam była granica. Ten nowy budynek, na żółto pomalowany, to był polski Urząd Celny. Po drugiej stronie szlabanu był taki podobny do altany budyneczek, tam niemieccy celnicy siedzieli. Drugie przejście było "na górce", ulica Roździeńskiego. Trzecie na Szarleju - pan Władysław rozkłada mapy.

    Jesteśmy w Brzezinach Śląskich, w polskiej miejscowości nadgranicznej po plebiscycie na Górnym Śląsku w 1921 roku. Za granicą jest niemiecki Bytom. Pociąg jedzie z Katowic do Tarnowskich Gór. Nowa granica przecięła połączenie. Trzeba było wybudować okrężny odcinek kolei. Najkrótsza trasa prowadziła przez Brzeziny. W 1925 roku zostaje poświęcona nowa stacja kolejowa Brzeziny Śląskie. A co z tramwajami? Linia łącząca Królewską Hutę z Piekarami przebiega przecież przez Bytom. Znalazł się i na to sposób. Na polskim przejściu granicznym w Łagiewnikach wagony były plombowane. Tramwaj przejeżdżał tranzytem do północnego przejścia granicznego w Szarleju, gdzie strażnicy go odplombowywali.

    A co z kopalnią "Szarlej Biały"? W cechowni dochodzi do spotkania specjalnej komisji. W środku stoi mównica, z której przemawiają delegaci. Kolej na Anglików. Polacy rezygnują z tłumacza. Jego przemówienie tłumaczy jeden z mieszkańców Brzezin. Na mównicę wchodzi Francuz i Rosjanin. Podobna sytuacja. - A kiedy zaczyna przemawiać Niemiec, Polacy zażądali tłumacza, chociaż wszyscy wiedzieli, że język niemiecki doskonale znają! - pan Władysław opowiada usłyszane od ojca historie.

    Jak kupcy interesy likwidowali
    1921 rok. Po plebiscycie zaczyna się wielki ruch na granicy. Polacy z Bytomia przenoszą się do Brzezin, Niemcy, którzy nie chcą mieszkać w Polsce, wędrują do Bytomia. Franciszek Kotucha, ojciec Władysława, jest zastępcą naczelnika Rady Gminnej i przewodniczącym miejscowego Komitetu Plebiscytowego. Pewnego dnia powstańcy przyprowadzają do niego dwóch Niemców. Żądają ich rozstrzelania. Okazuje się, że są to kupcy z Wrocławia, którzy przyjechali do Brzezin, żeby zlikwidować swoje interesy z tutejszymi kupcami. Zupełnie nie znają polskiego. Franciszek wzywa trzech zaufanych ludzi i każe im odprowadzić Niemców na dworzec do Bytomia. Po paru godzinach w obecności powstańców, wybrana trójka melduje Kotusze, że Niemcy zostali rozstrzelani w lesie w Józefce. Rok 1940. Franciszek Kotucha jest więźniem obozu w Dachau. W tym czasie do mieszkania w Brzezinach pukają dwaj Niemcy. Okazuje się, że to cudem ocaleni kupcy z Wrocławia. Obiecują, że wydostaną Kotuchę z obozu. - Tak długo wiercili gestapo, że tata przyszoł, z połamanymi żebrami, ale wrócił! - wspomina pan Władysław.

    Jak szmuglowali, śpiewali i ćwiczyli
    Lata 30. Władek Kotucha, podobnie jak wszyscy z Brzezin, chodzi do podstawówki razem z Niemcami. Jest w Brzezinach piękna pływalnia. W soboty i niedziele Niemcy z Bytomia przyjeżdżają się tu kąpać. Mają przepustki. Kupują też w Polsce mięso. Polacy z Brzezin robią zakupy za granicą.
    - Tu było tyle Niemców, że na ulicy nie było słychać polskiego języka! A w Bytomiu było dużo Polaków zrzeszonych w polskich organizacjach. My, harcerze, jeździliśmy do nich na zawody, a oni do nas. Po 34 roku wszystko się skończyło. Hitler umacniał władzę, jak zamknęli granicę, to zaczęli szmuglować. Jak męski chór "Hejnał" pojechał do Bytomia z koncertem, to zostali pobici, przyjechali z podbitymi oczami. Ale Brzeziny i tak wojnę przechodzą prawie bezboleśnie. Niemcy dzielą się tu na "naszych" i "tamtych".

    - Jak Hitler zaczął wojnę, to ci nasi sami się dziwili, co to za Niemcy przyszli! Nie rozumieli tego chacharstwa hitlerowskiego! W czasie wojny pomagali nam po cichu. Ci nasi Niemcy byli też na gminie, objęli urzędy. Wszyscy się znali, nawet byli pożenieni z naszymi kobietami.

    Po 35 roku w szkole podstawowej powstała jedna klasa mniejszościowa, dla Niemców. - Ten nauczyciel, co tam uczył, zginął w obozie, za to, że tego niemieckiego tak uczył, żeby nie nauczyć!

    Jo na kole, oni na rowerze
    Dzisiaj niewielu mieszkańców Piekar kojarzy dawne przejścia graniczne. Jedziemy "na górkę". Kończy się ulica Roździeńskiego. Zakaz wjazdu. Remont mostu. Jesteśmy w strefie nadgranicznej. Marcin Zuber i Adam Czudowski wybrali się tu dzisiaj na przejażdżkę rowerową. - Coś się kiedyś o uszy obiło, że tu była granica... Jerzy Zgoda ścina drzewo w ogródku. - Przyjechałem tu rok temu z Szarleja. Granica jest też teraz, tu przebiega przez ogródki. Te działki należą do Bytomia, a te do Piekar.

    Co innego Brynica, przez wieki strategiczna rzeka i tradycyjna granica. Minęły czasy zaborów. Czy został podział na hanysów i goroli? Wzdłuż rzeki jedzie na rowerze Janusz Poniszowski. - Tam była Polska, Kongresówka, tu Niemcy. Ja jestem po czterdziestce, więc dokładnie nie pamiętam tych czasów... Nie było jakichś większych animozji. Wiadomo, że jo jeżdża na kole, a tamci na rowerze. Żona zza rzeki? Czemu nie, jak ładna! Ze spaceru z Dejmosem wraca Bernard Hojka. Właśnie przekracza granicę między Wojkowicami i Piekarami.

    - Brynica kiedyś inaczej wyglądała! Wały teraz są podwyższone, wybetonowane, rybki pływały. Chodziliśmy się kąpać. Siedzieliśmy po dwóch stronach. Jak rodzice byli, to nikt się nie bił i nie przezywał, ale ino się cofnęli, to było fest! A tam dalej były duże stawy, na festyny chłopaki z Żychcic, Kamyc przychodziły - gorol, nie gorol! Teraz to już wszystko się tak wymieszało...

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)