Wybierz region

Wybierz miasto

    Rodzice protestują przeciwko hodowli rottweilerów w sąsiedztwie przedszkola

    Autor: KRZYSZTOF TURZAŃSKI

    2003-03-21, Aktualizacja: 2004-12-17 23:34 źródło: Dziennik Zachodni

    Miejskie Przedszkole nr 16 mieści się w samym centrum Piekar Śląskich, przy ul. Jana Lortza. Codziennie rano przychodzi tu prawie pięćdziesięcioro dzieciaków.

    Miejskie Przedszkole nr 16 mieści się w samym centrum Piekar Śląskich, przy ul. Jana Lortza. Codziennie rano przychodzi tu prawie pięćdziesięcioro dzieciaków. I byłoby to zwyczajne miłe przedszkole, gdyby nie jeden fakt.


    Bezpośrednie sąsiedztwo z prywatną posesją, której właściciel hoduje rottweilery. Psy znajdują się w wykazie ras agresywnych. Rodzice przedszkolaków, pamiętając o wielu tragicznych wydarzeniach z udziałem psów tej rasy, domagają się likwidacji hodowli. Albo przynajmniej solidnego zabezpieczenia piesków. Tak, by wyeliminować ryzyko przedostania się zwierząt na teren przedszkola. Pod petycją w tej sprawie podpisało się 41 osób.


    - Kłopoty zaczęły się już w 1999 roku, kiedy nasz sąsiad rozpoczął hodowlę. Rodzice, widząc szczekające i rzucające się na ogrodzenie psy, domagali się rozwiązania tej sprawy. Odwoływaliśmy się do Związku Kynologicznego, były kontrole z Urzędu Miejskiego. Ale nie przyniosło to żadnego efektu. Rodzice boją się o swoje dzieci i były już przypadki, kiedy właśnie z tego powodu wybierali inne przedszkole - mówi Ewa Dobrzycka-Knap, dyrektorka przedszkola.


    Uchwała Rady Miasta zobowiązuje osoby trzymające zwierzęta do "zachowania środków ostrożności, gwarantujących bezpieczeństwo otoczenia". Są jednak rozbieżności w rozumieniu i interpretacji tego zapisu. W 2000 roku hodowlę kontrolowali ludzie ze Związku Kynologicznego. I stwierdzili, że spełnia wszelkie wymagania, wynikające z postanowień regulaminu hodowlanego. Z tą opinią nie zgadzają się ani rodzice, ani pracownicy przedszkola.


    - Bardzo lubię psy. Sama od siedmiu lat trzymam rottweilera, a mimo to podpisałam się pod petycją, domagając się lepszego zabezpieczenia sąsiedniej posesji. To psy z silnym charakterem, zdarza się, że potrafią być agresywne. Kiedy urodziło się nam drugie dziecko, nie mogliśmy dopuszczać do niego psa. Bo choć dobrze ułożony i wytresowany, był bardzo nieufny i niespokojny. Ludziom często się wydaje, że to ciężkie i mało ruchliwe psy. Trudno o bardziej mylną opinię. Mój potrafi przeskoczyć półtorametrowy płot. Bez problemu podkopałby się pod ogrodzeniem. Nie mam wątpliwości, że potrafiłby sforsować ogrodzenie przedszkola - twierdzi Beata Jarecka, mama pięcioletniego Denisa.


    Kazimierz Kościk, właściciel psów, odpiera zarzuty tak rodziców, jak i pracowników przedszkola. Twierdzi, że teren zabezpieczył należycie, a psy nie stanowią zagrożenia. Podkop uniemożliwiają betonowe płyty, którymi wyłożone jest podwórko, a siatka i blacha odgradzają je od dzieci.
    - Rozumiem obawy rodziców, ale zrobiłem wszystko, aby dzieci były bezpieczne. W opinii fachowców Związku Kynologicznego, a także Straży Miejskiej, która przyjeżdżała tutaj wiele razy, wszystko jest w porządku! W tej chwili trzymam tylko jednego, dobrze wytresowanego psa. Przeszliśmy razem szkolenie, bawi się z nim mój szesnastoletni syn. Naprawdę, nie ma żadnego ryzyka -zapewnia Kościk.


    Straż Miejska nie potwierdza tej opini.
    - Gołym okiem widać, że zabezpieczenie nie jest wystarczające. Ale nie mamy podstaw prawnych do interwencji. Dobrze rozumiem obawy rodziców - powiedział "DZ" Krzysztof Krasówka, strażnik odpowiedzialny za ten rejon miasta.


    Urzędnicy sprawdzali zabezpieczenia w lutym.
    - Nie jestem fachowcem, ale na pierwszy rzut oka widać, że ogrodzenie jest prowizoryczne. Właściciel posesji w ogóle nie wykonał żadnego ogrodzenia. W tej chwili psy od dzieci oddziela jedynie płot, należący do przedszkola. To niedopuszczalne! Nakazaliśmy panu Kościkowi natychmiastowe wykonanie nowego ogrodzenia. Jeśli tego nie zrobi, wycofamy zgodę na utrzymywanie psów - zapowiedział Klaudiusz Kozielski, naczelnik Wydziału Przedsięwzięć Publicznych UM.
    Po raz ostatni posesję Kościka urzędnicy skontrolowali w poniedziałek. Okazało się, że nowego, bezpiecznego ogrodzenia jak nie było, tak nie ma. Kościk zobowiązał się jedynie do podwyższenia istniejącego ogrodzenia i odsunięcia od niego psiej budy. Prace wykona do końca miesiąca.


    - Robię to tylko z dobrej woli i dla świętego spokoju, bo nie ma przepisów, które mogłyby mnie do tego zmusić - powiedział "DZ" Kościk.

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)