Autor:

2016-06-10, Aktualizacja: 2016-06-10 11:12

Bloki w słońcu, czyli „najbardziej ludzka sypialnia Warszawy”

„Na Ursynowie nakładają się na siebie różne warstwy historii” - mówi Lidia Pańków, autorka książki „Bloki w słońcu. Mała historia Ursynowa Północnego”. Rozmawiamy z nią o wizjonerskim projekcie, silnych więzach społecznych i hip-hopie, który pojawił się na osiedlu.

Ursynów Północny zaprojektowano jako jedną z ostatnich gigantycznych inwestycji budowlanych tego typu. Powstał w całości z "wielkiej płyty", a pierwsi mieszkańcy wprowadzali się do swoich M w 1977 roku. Z czasem zazieleniony, ożywiony przez działania artystów, animatorów i subkultury młodzieżowe zyskał opinię „najbardziej ludzkiej sypialni Warszawy” - czytamy w opisie książki Lidii Pańków.

Gdy myślimy o budowie blokowiska, do tego na Ursynowie, przypomina się serial "Alternatywy 4". Myśli Pani, że rozmowa o „wielkiej płycie” w Polsce jest trochę stygmatyzowana?

Ani przez chwilę nie myślałam o Ursynowie Północnym, któremu poświęciłam swój „risercz”, jako o blokowisku. Inicjatyw odczarowujących „wielką płytę” było zresztą całe mnóstwo, chociażby wystawa „Betonowe dziedzictwo” w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie w 2007 roku. Już wtedy podjęto próbę pokazania osiedla jako miejsca, w którym tworzy się kultura. Ja opowiedziałam tylko jedną historię. Kiedy poczułam z północnym kawałkiem Ursynowa jakąś „chemię”, chciałam dociec, co ciekawego tam się działo. No i nie zajmuję się też ideami, a małymi opowieściami, nie muszę bronić wielkich tez. Rozmowa o "wielkiej płycie" też powinna być sprowadzona do konkretów, a nie dywagacji typu „co by było gdyby...”.

© Narodowe Archiwum Cyfrowe

Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ale jest to opowieść wyjątkowa. Projektant osiedla, Marek Budzyński, rzuca pracę w Danii, rozwija i forsuje nowatorski jak na tamte czasy konkursowy projekt z uliczkami, wielką przestrzenią i blokami, z których każdy wygląda trochę inaczej i wiążą się w ciekawe układy.

Marek Budzyński nie jest samotnym bohaterem, który walczy ze złem. Wcześniej, przez lata 60. toczyła się debata architektów i urbanistów o tym, dlaczego hasła „karty ateńskiej” (dokument z 1933 roku określający zasady nowoczesnego projektowania - przyp. red. ) się wykoślawiły. Szczególnie cierpiał blok wschodni, bo problem mieszkaniowy rozwiązywano bardzo szybko, kosztem jakości życia. Z tej atmosfery krytyki i impasu zrodziła się chęć, żeby zbudować coś pod kątem „małego człowieka” i wspólnoty. Budzyński jest fascynujący jako ktoś, kto wierzy, że można coś takiego przeprowadzić. To zresztą paradoks, bo jego poprzednie projekty pomników, w Polsce i na Kubie, Cypla Czerniakowskiego czy Dworca Kolejowego w Tychach nie były realizowane. Miał dokonania w projektowaniu dla przemysłu.

Między pomysłem a wykonaniem osiedla na Ursynowie Północnym jest pewna różnica. Mimo że projekt był realizowany w inny sposób niż dotychczasowe budowy, pojawia się cała masa problemów.

Mówiąc anegdotycznie, był pomysł uliczki z parterami i usługami, a projektanci dalej zastanawiają się, czy to się im udało. W latach 70. uliczki przybrały formę pieszociągów, potem stanęło kilka pawilonów, a usługi pojawiły się prawie 20 lat później. Zawiodły usługi, na początku także szkoły, ale układ urbanistyczny nastawiony na metro i aleję KEN, zadziałał. Wydaje mi się, że rozdźwięk nie jest tak uderzający.

© Narodowe Archiwum Cyfrowe

Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Z drugiej strony mam wrażenie, że pewne problemy są ponadczasowe. Wystarczy spojrzeć na miasteczko Wilanów.

Z tym, że tam są usługi w parterach od początku, bo są na to pieniądze…

… ale szkół nie ma dalej.

To jest może trochę humorystyczne, pomysł placów i uliczek na Ursynowie. Nie było to takie życie jak na Nowym Świecie, który stanowił modelowe odniesienie dla projektantów, ale ludzie spacerowali, był pewien „duch uliczki”. Andrzej Szkop (jeden z projektantów Ursynowa) powiedział, że w warstwie urbanistyki, oni stworzyli rodzaj otwartego systemu, do którego coś jeszcze się dołączy. Mówił, że mogą tam powstać np. dobudówki. Oczywiście wyobraża je sobie jako coś ciekawego, progresywnego w formie.

W przypadku Ursynowa od początku wszystko skierowane było na ludzi. Uliczki, mała architektura…

...i punkty orientacji. Projektanci mieli czarną listę osiedli: Stegny, za Żelazną Bramą i chcieli budować zupełnie inaczej. Nie miała to być osaczająca przestrzeń, a coś kameralnego i własnego. Reakcje były różne, niekoniecznie entuzjastyczne.

Jest też coś, co w książce się nie pojawiło. Fotograf Stefan Figlarowicz stworzył projekt o osaczającej przestrzeni blokowisk, gdzie porównał gdańską Zaspę z ursynowskim Końskim Jarem. W odbiorze fotografika to była równie trudna przestrzeń do zamieszkania. To, że z „Bloków w słońcu” wyłania się pozytywny obraz, związane jest z pewną więzią, którą udało się wytworzyć mieszkańcom Ursynowa Północnego, no i z prywatną mitologią, która pozwala na pozytywne emocje.

Nawet projektantka metra, Jasna Strzałkowska-Ryszka, przeprowadziła się z zielonego Żoliborza na Ursynów i mówiła, że partner jej domu wygląda prawie jak ogród.

W dużej mierze chodzi tutaj o subiektywne odczucia ludzi, a także o brak alternatywy. Teraz mamy wybór, albo zapłacimy więcej za stare budownictwo w centrum miasta, albo wyniesiemy się do segmentu pod Warszawą, albo poszukamy tańszego mieszkania w bloku. Wtedy ludzie dostawali mieszkanie z przydziału i nie mieli wyboru.

Czy można stworzyć jakiś klucz, według którego przyznawano mieszkania na Ursynowie?

Dystrybucja odbywała się na wielką skalę przez spółdzielnię Politechnika. Polityka władz była taka, żeby zasiedlać osoby związane z kulturą i sztuką. Nie był to jednak akt propagandowy, jak w latach 50., tylko pewien ukłon wobec tych środowisk. Pojawili się dziennikarze, rzeźbiarze, malarze, architekci, ale także zwykli ludzie. Przesiedlano mieszkańców z likwidowanych osiedli na Pradze, dawano też klucze właścicielom likwidowanych gospodarstw na tych gruntach. Tę ostatnią grupę najtrudniej opisać. Próbowałam zagajać rozmowy z ludźmi pod blokiem, ale nie byli chętni.

Czy ten ferment twórczy spowodował, że Ursynów Północny jest inny niż tego typu osiedla?

Wydaje mi się, że częściowo tak to się ukształtowało. Animatorzy z ośrodka Synapsis, którzy dla Ursynowa Północnego stworzyli uniukatowy program opieki psychologicznej, społecznej i nawet terapeutycznej, i działali w terenie przez blisko dwa lata, uważali, że wspólne akcje adresowane do nowych mieszkańców stworzyły podwaliny zaufania między ludźmi. Nie wszyscy się w tym odnaleźli, ale wielu "ursynowiaków" z tej części pasma mówiło o silnej więzi sąsiedzkiej. Być może wynikała ona także z pewnego impasu politycznego. Klimat przyjaźni między ludźmi podczas stanu wojennego dotyczy wielu miejsc w Polsce. Zbliżało ich to, że działali w opozycji do władzy. Na Ursynowie mieszkania były duże, łatwo było zgubić bezpiekę i ufało się sąsiadom. Dzisiaj jednak ten aktywizm polityczny tworzy się inaczej, głównie przez social media i inicjatywy wokół budżetu partycypacyjnego.

Ursynów, jako przyjazne osiedle, zaczyna się już w chwili, gdy projektanci proszą przyszłych lokatorów o uwagi dotyczące ich mieszkań.

Ten pomysł niestety nie zafunkcjonował, ale współdziałanie projektantów z socjologami, demografami, architektami zieleni, psychologami czy futurologami jest od samego początku. Mieszkania mają bardziej otwarty układ niż w innych lokalizacjach, jednak nie wszystkie założenia udało się zrealizować. Nie są tak elastyczne i „modyfikowalne”, jak zakładano. A powstały specjalne katalogi modułów i układów, mają je nadal w archiwach projektanci.

Przestrzeń, już w czasie budowy, była owiana legendami. Zbudowano Kopę Cwila, w której niektórzy doszukiwali się schronu, inni mówią, że architekci nazywali ulice według własnego pomysłu.

Tutaj pojawiają się elementy komedii PRL-u. Widać to chociażby w wycinkach prasowych. Pojawiają się hasła: „maksimum mobilizacji”, „przedsięwzięcie wspaniałe”, „państwo zapewni wszystko, co może” - czyli patos wielkiej inwestycji. Jednak nie chciałam inspirować się serialem "Alternatywy 4". Pisałam „Bloki w słońcu” z zupełnie innym zamierzeniem. Poza tym projektanci byli bezpartyjni, nie byli zakładnikami systemu.

© Narodowe Archiwum Cyfrowe

Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Chociaż spotykają się z różnymi absurdami w czasie budowy.

Oddawało się domy, w których nie działało ogrzewanie. Gdy montowano pierwszą płytę, dźwig wpadł do rowu… Mnóstwo było tych absurdów, ale to była część życia w PRL-u. Budzyński mówił, że to był system zakłamanych danych. Informowano, że stoją budynku, których jeszcze nie ma. Oni jednak walczyli, żeby tego smoka jednak pokonać.


Przychyla się Pani do stanowiska z końca książki, że Ursynów Północny powinien znaleźć się w rejestrze zabytków?

Trudno mi powiedzieć. Na pewno uważam, że układ urbanistyczny jest sensowny. Oprowadzałam po Ursynowie dziennikarza z Australii i był zachwycony, dla niego to rodzaj utopijnego modernistycznego miasta, świadectwo epoki. Zobaczył Kopę Cwila, pieszociągi, układy meandrujące, maksimum przestrzeni dla ludzi oraz kościół Wniebowstąpienia Pańskiego zaprojektowany także przez Marka Budzyńskiego, podręcznikowy okaz postmodernizmu w architekturze sakralnej. Dla niego było to ciekawym przykładem architektury, która „o czymś mówi”, nie jest zdegradowaną przestrzenią.

Ursynów bardzo mocno kojarzy się z hip-hopem. Tutaj powstała Molesta Ewenement, z Vieniem i Włodim, w blokach dorastał Pezet (jego pierwotny pseudonim to przecież Paweł Z Ursynowa) i jego brat Małolat. Ciekawa jest też ta perspektywa osiedla.

Dla mnie ważne było pojęcie „małej ojczyzny”, przywiązanie do topografii terenu. Wypowiedź Dizkreta (raper i twórca graffiti, który pochodzi z Ursynowa - przyp. red.) pokazuje, jak zmienia się to miejsce. Najpierw hip-hopowocy są na osiedlu w PRL-u, potem w wolnej Polsce, a chwilami czują się jak w Stanach Zjednoczonych.

Ich rodzice sadzili zieleń, chodzili uliczkami, a oni przyszli z graffiti, deskorolkami, hip-hopem i od nowa, po swojemu zaaranżowali to miejsce.

Zaczyna się wolność, fascynacja Zachodem, ale stworzone wtedy rymy są ponadczasowe. To jest przejmujące, bo powstało akurat tam. To było związane z bardzo prozaicznym doświadczeniem życia, a taki jest rap. Można powiedzieć, że ten klimat rapu zabarwia całą książkę, bo chcę pisać o małej historii, opowiedzianej przez ludzi. Tylko ludzie są w stanie ożywić przestrzeń, wtedy ma szanse powstać pamięć miejsca – a ona jest na Ursynowie!

Z tym, że teraz mieszka tam już kolejne pokolenie. Więzi międzyludzkie są na pewno zupełnie inne, Ursynów się zmienia.

Na Ursynowie nakładają się na siebie różne warstwy historii. Gdy oprowadzałam dziennikarza z Australii, było to doskonale widać. Bloki sprzed 40 lat przeplatają się nowymi inwestycjami, do tego kościół zaprojektowany przez Budzyńskiego, Dom Sztuki, który został zupełnie zdegradowany mnóstwem funkcji, w tym handlowych, jakie pełni, a miał być osiedlową pralnią… Dzisiaj nie można mówić o fermencie opozycyjnym i wspólnotowym z czasów, gdy powstało osiedle, czy kryzysie kultury i niepewności dotyczącej przyszłości, z czego narodził się hip-hop. Trudno jest teraz przypisać jedną jakość Ursynowowi.

rozmawiał Piotr Wróblewski, dziennikarz naszemiasto.pl
Zdjęcia: źródło Narodowe Archiwum Cyfrowe
" title="
zdjęcie główne: sygnatura 40-W-62-2
Tytuł: Bloki w słońcu. Mała historia Ursynowa Północnego
Wydawnictwo: Czarne



">
zdjęcie główne: sygnatura 40-W-62-2
Tytuł: Bloki w słońcu. Mała historia Ursynowa Północnego
Wydawnictwo: Czarne



Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

ABBA (gość)

proponuję posłuchać audycji w PR2 na ten temat.
http://www.polskieradio.pl/8/2827/Artykul/1629959,W-labiryncie-Ursynowa-Bloki-w-sloncu-Lidii-Pankow

Tezy w audycji bardzo trafne krytycznie patrzące na książkę.