Autor:

2016-08-05, Aktualizacja: 2016-08-05 10:59

Jak przedwojenna Warszawa stawała się metropolią

Rozmontowane fabryki, straty wojenne, ale także duch wolności i chęć budowy własnego miasta. Warszawa lata dwudzieste XX w. rozpoczyna jako prowincja, ale już kilka lat później staje się pełnoprawną metropolią. Co spowodowało wielki rozwój? Na ten temat rozmawiamy z varsavianistą Jerzym S. Majewskim.

Warszawa XX wiek rozpoczyna pod okupacją rosyjską. Mimo to społeczeństwo zaczyna się organizować i myśleć o niepodległości. Gdy w 1914 roku wybucha pierwsza wojna światowa, mieszkańcy dostrzegają światełko w tunelu. Rok później miasto opuszczają Rosjanie, ale przybywają Niemcy – nowi okupanci. Ich panowanie nad Warszawą nie trwa długo. Już wkrótce nadejdzie dekada niepodległości i rozwoju. O tym, jak prowincjonalne miasto stało się europejską metropolią, rozmawiamy z varsavianistą Jerzym S. Majewskim, autorem książki „Warszawa nieodbudowana. Lata dwudzieste” oraz wstępu do albumu „Warszawa lata 20.”

Gdyby patrzeć niechronologicznie, tylko pod kątem wydarzeń, to wydaje się, że lata 20. dla Warszawy rozpoczęłyby się chyba w roku 1915, gdy Rosjanie opuścili miasto?

Czy końcem XIX wieku jest początek I wojny światowej? Zależy, jak na to spojrzymy. Zawsze trzeba wybrać jakąś granicę. Wiadomo, że druga dekada XX wieku jest najbardziej burzliwa. Wybuch wojny, wyjście Rosjan, odzyskanie przez Polskę niepodległości, a także początek okupacji niemieckiej, która bardzo dużo zmieniła. Właśnie wtedy Warszawa straciła wielki rynek rosyjski, na który była całkowicie nastawiona. A wytwarzano tu artykuły z wszelkich możliwych dziedzin.

© mat. pras.

Ilustracje z książki "Warszawa lata 20."

Były jakieś wyjątkowe zakłady, których istnienie jest z dzisiejszej perspektywy zdumiewające?

Mało kto zdaje sobie sprawę, że w Warszawie istniała fabryka dywanów, która dostarczała produkty nie tylko do carskiego sioła, ale także do Buchary (miasto w obecnym Uzbekistanie słynące z wyrobu dywanów - przyp. red.). Miasto żyło z całej masy przedsiębiorstw, które do roku 1914 pracowały pełną parą. Później firmy razem z maszynami i ludźmi były ewakuowane w głąb Rosji.


Z drugiej strony Niemcy, którzy okupują miasto, podejmują jedną z najważniejszych decyzji. W 1916 roku generał Hans von Beseler „uwalnia” Warszawę, powiększa jej granice i tym samym umożliwia dalszy rozwój.

Wiele fabryk, które zostały, są znowu rozmontowywane, tym razem przez Niemców. Trwa okupacja i silny wyzysk miasta. Choć w Warszawie nie toczą się walki, mieszkańcy odczuwają trudy wojny. Z drugiej strony następuje wolność. Tworzą się polskie instytucje, odradzają uczelnie, kwitnie życie kulturalne. Zaczynają powstawać podwaliny pod przyszłe państwo polskie. Jest Rada Regencyjna oraz władze samorządowe, które myślą o tworzeniu planów miejscowych w stylu niemieckim. Równo sto lat temu nastąpiło przyłączenie gmin sąsiadujących do Warszawy, a w latach 1916-17 czyniono przygotowania prawno-systemowe. Zadziałało to, gdy Polska odzyskała niepodległość. Przy tworzeniu nowoczesnego miasta sięga się do planistyki z czasów niemieckiej okupacji.

© mat. pras.

Ilustracje z książki "Warszawa lata 20."

Kiedy nastąpił ten pierwszy moment, gdy Warszawa zdała sobie sprawę, że jest niezależnym i już polskim miastem?

W dniu, gdy wychodzą Rosjanie, a przychodzą wojska bawarskie. Mieszkańcy zdają sobie sprawę, że sytuacja jest zupełnie inna. Wcześniej, prawdopodobnie dzięki prezydentowi Sokratesowi Starynkiewiczowi (sprawował władzę w latach 1875-92 - przy. red.), udało się stworzyć podwaliny społeczeństwa obywatelskiego. Dzięki temu po wyjściu wojsk rosyjskich nie dochodziło do poważnych incydentów. Powołana została straż obywatelska, złożona ze światłych mieszkańców, którzy zapanowali nad całą sytuacją. Nie było momentu, kiedy brakowało władzy i powstawałby chaos. Świadomość obywatelska w roku 1915 była bardzo silna. Dlatego, gdy weszła armia niemiecka, nie było mowy, aby Warszawa została wcielona do Rzeszy.

Tworzyło się społeczeństwo obywatelskie, ale proszę zwrócić uwagę, że w latach 20. w Warszawie rządzi aż czterech prezydentów, w 1921 roku uchwalono nową konstytucję, a poza tym są takie grupy jak banda Taty Tasiemki, która sprawowała kontrolę nad częścią Woli. Czy mimo to możemy mówić o stabilizacji politycznej?

Pomimo znacznych powiązań, nie mieszałbym Taty Tasiemki do polityki. Lata dwudzieste to jest czas tworzenia. Wojna tak naprawę kończy się w 1920 roku, po bitwie warszawskiej. Sytuacja jest bardzo niepewna. Rozwój miasta w spokojniejszych warunkach zaczyna się w 1921 roku. Budowanie demokracji właściwie od podstaw jest trudne, tym bardziej, że są silne różne opcje: endecja, socjaliści, mniejszości narodowe… Trudno było odnieść się do demokracji sprzed rozbiorów, bo nikt tego nie pamiętał. W pamięci pokolenia ludzi żyjących, Polska była cały czas pod zaborami. Były jedynie odniesienia do parlamentów Prus czy Austrii. Poza tym do Warszawy zjeżdżają wtedy ludzie z całego terytorium odrodzonego kraju i tworzą melanż, którzy kształtuje nową Warszawę. Skoro dzisiaj nie udaje nam się budować demokracji, to co dopiero wtedy, po stu latach rozbiorów.

© mat. pras.

Ilustracje z książki "Warszawa lata 20."

Jednak Warszawa bardzo się zmienia. Co było najważniejsze dla miasta budowanego na nowo? Może plany zagospodarowania przestrzennego, które do dziś się chwali?

Z tym, że te plany stają się użyteczne, gdy zaczyna się coś budować. A dzieje się to dopiero po 1923 roku. Wtedy wytycza się nowe dzielnice tam, gdzie jest wolny teren. Zajmuje się przestrzeń powojskową. Miejsca jest bardzo dużo, bo w czasach rosyjskich Warszawa była miastem-twierdzą i spora część była zajęta przez mundurowych. Pas poforteczny jest wyburzany i tam się buduje. Żoliborz powstaje przecież na przedpolach dawnej Cytadeli. Rozbierany jest fort na placu Inwalidów, na Ochocie kolonia Staszica. Na terenie drugiej linii fortów powstają nowe dzielnice. Dosyć rachitycznie, bo nie ma pieniędzy. Na początku dekady jest bieda, ale po 1926 roku zaczyna się boom, okres prosperity, który trwa aż do kryzysu gospodarczego. W Polsce nie ma jednak wielkich kapitałów, dlatego pod koniec dekady kryzys uderza ze zdwojoną siłą.

Nim to nastąpi, Warszawa rozwija się w szybkim tempie. Wspominał Pan już o tym, że od czasu wejścia Niemców kwitnie życie kulturalne. W jaki sposób to się objawia?

Życie kulturalne w Warszawie jest bardzo silne. Powodem jest stołeczność. Mnóstwo ludzi kultury przyjeżdża tu ze Lwowa, Krakowa czy Poznania. Chociażby Lwów kwitnie przed pierwszą wojną, ale później traci na znaczeniu. Warszawa wysysa znaczą część sił ludzkich.

O Warszawie piszą też gazety w Europie Zachodniej i za oceanem. Jakie były opinie na temat miasta? Centrum kulturalne czy jednak odległa prowincja?

Ciekawy jest artykuł w "National Geographic" z 1926 roku, ale jeszcze sprzed zamachu majowego. Dziennikarz pisze w nim, że miasto tętni życiem kulturalnym, teatry są na wysokim poziomie i kwitnie życie kulturalne. Z drugiej strony wyczuwa się, że to biedne miasto, które się dopiero odbudowuje. Dla Amerykanina nie jest to metropolia, a miasto w pewnym sensie prowincjonalne.


Bardzo dużo projektów, o których wtedy mówiono, dalej się nie zestarzało. Wspominano o bulwarach wiślanych, budowie metra, porcie praskim…

Tak, o metrze już od 1903 roku się mówiło. Łatwo jest powiedzieć, a trudniej zrealizować.

Czy była jakaś inwestycja, na którą kładziono duży nacisk polityczny?

Największą inwestycją lat 20. jest kolejowa linia średnicowa z tunelem, mostem i wiaduktem nad Powiślem. Budowano ją przez całą dekadę (otwarcie nastąpiło w 1933 roku - przyp. red.), a Dworca Głównego, który miał być jej zwieńczeniem, nie udało się oddać do wybuchu wojny.

© mat. pras.

Ilustracje z książki "Warszawa lata 20."

A jak wyglądała sytuacja mieszkaniowa?

Panował wtedy ogromny głód mieszkaniowy. Miasto chciało dać ludziom dach nad głową. Powstaje spółdzielcze budownictwo mieszkaniowe, jednak budynków cały czas było za mało. Najgorzej mają robotnicy. Gdy powstaje Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa i pierwsza kolonia przy placu Wilsona, okazuje się że mieszkania są dla nich za duże i za drogie. To jest zmora kolejnych rządzących. Jednak gdy prezydentem zostaje Stefan Starzyński (w roku 1934), zmienia się polityka. Uważa on, że miasto nie powinno budować osiedli. Według niego trzeba stworzyć system, który umożliwi mieszkańcom samodzielne budowanie mieszkań. Jednak moim zdaniem to nie był dobry pomysł.

Wróćmy do życia towarzyskiego. Jak wyglądała Wisła w latach 20. i czy była miejscem rekreacyjno-rozrywkowym, tak jak zaczyna się to robić dzisiaj?

Wisła była traktowana w sposób utylitarny. Przede wszystkim jako droga komunikacyjna. Spławiano nią towary, a ruch był ogromny i co chwila powstawała kolejna przystań, najwięcej wzdłuż Wybrzeża Kościuszkowskiego. Podróżowano płaskodennymi parowcami do Płocka czy na południe. Wisła była regularnie pogłębiana, więc cały czas był odpowiedni tor wodny.

© mat. pras.

Ilustracje z książki "Warszawa lata 20."

Jeżeli chodzi o życie rozrywkowe, to ono istniało od zawsze. Kiedyś były przystanie pływające, w których się kąpano. Oddzielnie kobiety, oddzielnie mężczyźni. W latach 20. zaczęto wychodzić na plaże. Chociaż stopniowo, bo nie było w dobrym tonie, żeby się opalać. Szybko się to zmieniło, bo już dekadę później każdy musiał być opalony. Powstają też przystanie, w tym najbardziej ekskluzywna – Stołeczny Oficerski Yacht-Klub RP – który znajdował się między mostem Poniatowskim i mostem kolejowym. Zbudowało go wojsko, które nie przejmowało się żadnymi planami zagospodarowania i postawiło go pośrodku drogi. To świadczyło o pozycji mundurowych.

Początek lat 20. to jest wyciąganie miasta z biedy wojennej, a pod koniec dekady znów dopada stolicę wielki kryzys, tym razem ekonomiczny.

Z tym, że to jest już inny poziom. Pewne projekty zostały zrealizowane. Początek i koniec dekady to są dwie różne epoki w rozwoju miasta. Lata 30. Warszawa zaczyna jako metropolia, której rola w Polscy jest niepodważalna.

Rozmawiał Piotr Wróblewski, dziennikarz naszemiasto.pl
Ilustracje pochodzą z książki "Warszawa lata 20.", do której wstęp napisał Jerzy S. Majewski

Komentarze (2)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

gonić pedofila na centralnym (gość)

I co z tej Warszawy zostało? Kilka kikutów w centrum. namiestnikowski bajzel bieruta? syndrom stalina? śmiertelny reżimowy piątek? przepraszam "stara backa" na centralnym". ok z taką nowoczesnością, trudno żyć.

kzimierza (gość)

"Lata 30. Warszawa zaczyna jako metropolia, której rola w Polscy jest niepodważalna." 10 lat wystarczyło, by nie nie być kolonią Sztura i pokłosia. I, tak czy nie? 70 lat dla lemingów trochę zajęło....