Autor: Sonia Tulczyńska

2016-06-17, Aktualizacja: 2016-06-17 12:11

Tomasz Rożek z "Sondy2": Jest mnóstwo pytań, na które nie znam odpowiedzi

Tomasz Rożek prowadzi w TVP program "Sonda2" i kanał na YouTube "Nauka to lubię". Jest fizykiem, dziennikarzem popularnonaukowym, autorem książek. O dawnej formule kultowego programu "Sonda" rozmawia jednak niechętnie i nie chce komentować słów krytyki skierowanych w jego stronę ze strony jej współautora. - Tworzę zupełnie inny program - podkreśla dziennikarz w rozmowie z naszemiasto.pl.

Przypomnijmy, program "Sonda" był nadawany przez TVP od 1977 roku do 1990 roku i cieszył się dużą popularnością. Prowadzony był przez Zdzisława Kamińskiego i Andrzeja Kurka. Emisja nowych odcinków została przerwana we wrześniu 1989 roku z powodu śmierci obu prowadzących, którzy zginęli w wypadku samochodowym pod Raciborzem. W marcu 2016 r. zadebiutowała na antenie TVP2 "Sonda2".

Porozmawiajmy o Twoim programie "Sonda2". Tata opowiadał mi, jak uciekał do domu z podwórka, bo w telewizji zaczynała się "Sonda". Kiedyś kultowa, dziś w Twojej odsłonie. Jaka jest "Sonda 2"?

Na pewno jest inna. Pod niektórymi względami mam łatwiej, a pod niektórymi – trudniej. Łatwiej dlatego, że dostęp do informacji i materiałów jest łatwiejszy, niż wtedy, a trudniej, bo w zasadzie w większości kanałów telewizyjnych jest jakiś program popularnonaukowy. To, że twój tata rezygnował z piłki i biegł na "Sondę", może dziś nie miałoby miejsca, bo mógłby ją sobie zobaczyć na VOD, w czasie powtórek lub na innych kanałach.

W dzisiejszych czasach program popularnonaukowy nie jest niczym wyjątkowym. Staram się, by "Sonda2" była odmienna, stąd zupełnie inny rodzaj studia i brak studia wirtualnego. Wszystko jest tu analogowe i prawdziwe. Eksperymenty nie są animowane, a fizycznie zrobione przeze mnie. A to dlatego, by pokazać, że nauka jest wokół nas i każdy może jej spróbować.

A jak odniesiesz się do komentarza z natemat.pl, że "Sonda2" to "jedyny program, który da się dziś oglądać w Telewizji Polskiej"?

Myślę, że te słowa są przesadzone.


© Szymon Starnawski



Wspominam słowa fizyka Andrzeja Dragana, który powiedział mi, że przy przekazywaniu wiedzy naukowej należy nieraz kłamać. Zgadzasz się z nim?

Nie użyłbym słowa kłamać, a upraszczać. A czy każde uproszczenie jest kłamstwem? Może być, jeśli się zanadto coś uprości. Jeśli jednak przyjmiemy, że każde uproszczenie jest kłamstwem, to nauczyciele nie zajmują się niczym innym, jak tylko okłamywaniem dzieci. Przez całą podstawówkę, gimnazjum i liceum. Bo opisując w szkole nawet najprostsze zjawisko przyrodnicze, nie jesteśmy w stanie przedstawić jego złożoności. To jest sztuka, przyznaję. Bardzo często jest tak, że uproszczenia różnych zjawisk w mediach idą za daleko. Staram się tego nie robić, co nie znaczy, że - zdaniem odbiorcy - mi się to udaje. Jednak nie używałbym tu słowa "kłamstwo".

A nie myślałeś o pomocniku? Osobie, która by Cię uzupełniała podczas prowadzenia programu, jak na przykład słynni "Pogromcy mitów"?

Jeśli zdecydowałbym się na duet, to nie mógłbym do programu zapraszać gości, bo przecież czas nie jest z gumy. Warto zastanowić się, co ma większy sens z punktu widzenia widza. Czy przekazywanie większej liczby informacji, czy reżyserowane dialogi między dwójką prowadzących? Bo przecież nie sposób znaleźć takich osób, które znają się na wszystkim i z równą łatwością rozmawiałyby o genach czy lotach w kosmos. Wydaje mi się, że lepiej, kiedy w programie jest jedna osoba prowadząca i zaprasza różnych gości, z którymi rozmawia. Taka była koncepcja mojego programu, którą dyrekcja TVP2 przyjęła.



A gdybyś mógł wybrać jedno, najbardziej nurtujące Cię pytanie, na które nie znasz odpowiedzi, to co by to było?

Jest mnóstwo takich pytań! W zasadzie każdy temat naukowy czy popularnonaukowy, o którym myślę, to seria pytań, na które nie znam odpowiedzi. Czasami dlatego, że nikt jej nie zna, a czasami czegoś po prostu nie wiem i wtedy chętnie się uczę.

Ciągłe zadawanie pytań - to musi być frustrujące.

Mnie to mobilizuje.

Jako dziennikarz z kilkuletnim stażem napisałeś książkę. Później jej fragment pojawił się na maturze z języka polskiego. Uczniowie mieli go przeanalizować. Ty sam, po rozwiązaniu zadań, zdobyłeś z tego testu niecałe 70 proc. punktów. Co jest nie tak z polskim systemem szkolnictwa?

Nie wiem. To jest zbiór tylu połączonych ze sobą naczyń, a ja nigdy na tyle głęboko w tym nie siedziałem, żeby zastanawiać się, od której strony powinno się to naprawiać.
Wydaje mi się, że rozwój internetu powoduje, że cały system edukacji powinien być przemyślany od nowa. Bo to, co mamy teraz, nie różni się niczym od edukacji, która była sto lat temu. A świat różni się zasadniczo!


I nie mam na myśli tego, że są inne samochody czy że latamy samolotami... Mówię o dostępie do informacji, który niegdyś był ściśle reglamentowany. Jeżeli dziecko miało się nauczyć czytać albo posługiwać mapą, to musiało mieć przewodnika. I to nie tylko takiego, który wskazywał mu drogę, ale także wskazywał fizycznie informację, bo miał książkę, nie dla wszystkich dostępną. Przełom nastąpił wtedy, kiedy okazało się, że będąc na środku Sahary i mając do dyspozycji smartfon, mogę przeczytać każdą książkę, która znajduje się w Bibliotece Kongresu Stanów Zjednoczonych.


© Szymon Starnawski



Mnie nauczyciel w zasadzie nie jest do niczego potrzebny, za wyjątkiem nauczenia posługiwania się informacją. Tylko tyle i aż tyle. To klucz do tego, żeby móc w dzisiejszym świecie funkcjonować. W totalnym natłoku, smogu informacyjnym, musimy się umieć jakoś odnaleźć. A my naszych dzieci tego nie uczymy, więc nie możemy narzekać, że są pogubione.

Twoje dzieci nie są zagubione i bez problemu posługują się tabletami?

Tablet to tylko narzędzie. One mają komputery i to, co chcą znaleźć, to znajdują. Zuzia interesuje się chemią i naukami przyrodniczymi, lubi też czytać. Janek woli historię. Jeżeli któreś z nich potrzebuje konkretnej informacji, to potrafi ją znaleźć i nieraz zagina nauczycieli.

Dlaczego?

Bo robią to z pasją, a nauczyciel ma czasami trzydziestu uczniów w jednej klasie i kilka klas pod sobą i często nie chce mu się nawet pogłębiać wiedzy. Nie mówię, że tak jest w każdym przypadku, bo istnieją świetnie zorientowani nauczyciele, którzy uczą się całe życie, ale niestety, jest też duża grupa takich, którzy uważają, że jak skończyli studia, to wystarczy.

Ty oprócz fizyki studiowałeś też dziennikarstwo. Ja też chciałam iść na medycynę, wylądowałam jednak na dziennikarstwie, ale szybko usłyszałam, że te studia to "forma" a nie "treść" i nie warto tego studiować.

Dziennikarstwo, które studiowałem, nie było pięcioletnie. To były studia uzupełniające i gdybym dzisiaj miał podjąć decyzję jeszcze raz, to nie wybrałbym tego kierunku. Studia niewiele mi dały. Wiedza o historii prasy w Polsce była i jest mi zupełnie niepotrzebna. Wydaje mi się, że wiedzę czysto faktograficzną można pozyskać bez większego problemu - jeśli ktoś potrafi zdobywać informacje i w sposób krytyczny oceniać ich źródła. Niestety, tego akurat na studiach dziennikarskich mnie nie nauczono. Oczywiście, wiedziałem, że jest coś takiego jak internet i książki... A umiejętność krytycznego pozyskiwania informacji wydaje mi się kluczowa nie tylko dla dziennikarzy, ale dla wszystkich, bo dziś jesteśmy nimi otoczeni.

Zacznijmy od rzeczy banalnych. Co dwa, trzy miesiące, dostaję informację, że kawa jest zdrowa, a za chwilę, że kawa powoduje raka. Później znowu pojawia się notka, że ten napój to błogosławieństwo. I tak samo z czekoladą albo czerwonym winem. I teraz stawiam sobie pytanie: "gdzie jest prawda?" To samo dotyczy kwestii GMO, energetyki jądrowej, genetyki i spraw związanych z klonowaniem ludzi. Dziś trzeba umieć oceniać informację, bo żyjemy w czasach, gdzie jest jej tak strasznie dużo i każdy ją może wyprodukować. Cofnijmy się o trzydzieści, pięćdziesiąt lat wstecz. Wtedy media mógł tworzyć tylko ktoś z kapitałem, dzisiaj może tworzyć je każdy. Liczba informacji wzrosła, ale niekoniecznie ich jakość – ona jest pomiędzy, tylko jak ją znaleźć? Właśnie tego na studiach dziennikarskich nie uczą.


Źródło: Dzień Dobry TVN


To zawód dziennikarza w ogóle istnieje? Skoro każdy dziś może publikować...

Według mnie, kluczową kwestią jest specjalizacja. Czasy, w których dziennikarz robił wszystko, moim zdaniem powinny odejść w zapomnienie. Ze względu na wielość źródeł, jeśli ktoś tak po prostu zasiada do jakiegoś tematu, może być bardzo łatwo wprowadzony w błąd. Natomiast, jeśli ktoś zajmuje się daną dziedziną od lat, to ma nie tylko umiejętność pisania, ale także wiedzę, która pozwala pisać w sposób maksymalnie zgodny z rzeczywistością.
A jeżeli miałbym mówić o cechach, jakie powinien mieć ktoś, kto chce być dziennikarzem, to zdecydowanie są to: ciekawość świata i chęć zdobywania wiedzy. Jeżeli ktoś tego nie ma, to nigdy nie będzie dobrym dziennikarzem. Jeżeli ktoś w pewnym momencie się wypalił, to powinien zmienić zawód.

Więc co będzie dalej? Już mówi się o upadku prasy.

Nie wiem. Przyszłości nie da się przewidzieć. Ja mogę jedynie spróbować ocenić przyszłość na podstawie tego, co jest dzisiaj. A wygląda to tak, że jest grupa ludzi, która bardzo ceni sobie poziom przekazywanej informacji i ma autorytety w swoich dziedzinach. Natomiast jest też spora grupa odbiorców, dla których liczy się sama informacja, a nie jej jakość. Tutaj mam na myśli na przykład wiele wideoblogów na YouTubie, gdzie podczas oglądania i słuchania włos się człowiekowi jeży na głowie (tym bardziej, jak popatrzy, ile osób ten materiał widziało). Wtedy pojawiają się pytania: czy te osoby, które oglądają takie materiały, pojawiły się wczoraj? Czy może one były zawsze i nie ujawniały się, bo nie było takich mediów? Dodam - mediów o tak tragicznie niskiej jakości merytorycznej. Bo być może jest tak, że te osoby były zawsze, tylko kiedyś nie posiadały swojej niszy, którą mają dziś. A my z tego wyciągamy błędny wniosek o upadku prasy, bo nagle widzimy materiał, który jest zaprzeczeniem wszystkiego, co człowiek ma na myśli mówiąc o obiektywnym i dobrym jakościowo dziennikarstwie, a ogląda go kilka milionów ludzi.
Być może jest tak, że po prostu pojawiła się technologiczna możliwość tworzenia przez każdego i wraz z nią pojawili się ci, którzy nie szukają wysokich jakościowo treści.


© Szymon Starnawski



Powiedziałeś, że zawodowo motywuje Cię ciągły rozwój i wyzwania. Jesteś w prasie, telewizji i internecie. Jakie będzie kolejne medium?

Na razie nie ma niczego więcej. Póki co, staram się poszerzać swoją obecność w tych miejscach, w których technologia pozwala mi być. Jeżeli powstanie nagle coś nowego, o czym nawet nie wiemy, że może być, to myślę że chciałbym tam zajrzeć.

Rozmawiała Sonia Tulczyńska, dziennikarka warszawa.naszemiasto.pl

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Bogdan (gość)

Bardzo cenię pana Tomasza i właśnie ten rodzaj przekazu medialnego. Wg mnie Sonda 2 to strzał w dziesiątkę, kanał na YT również. Wartościowe treści, przystępnie przekazywane. Mogę Panu Tomaszowi też powiedzieć, że jest wśród młodszego pokolenia swego rodzaju autorytetem i to dobrym autorytetem. A o to niestety w dzisiejszych czasach jest trudno. Życzę wielu odcinków Sondy 2 i wszystkiego najlepszego.